HEJKA KOCHANI,
Oto trzeci rozdział fanfika, Miraculum: Historia miłością pisana. Fanfik dostępny również na Wattpadzie, na który też zapraszam na profil rozi126_warszewska.
ROZDZIAŁ 3
MARINETTE
Obudziło mnie ciepło, a wręcz GORĄCO. Otwarła oczy i rozejrzałam się po pokoju. Zdębiałam. To przecież pokój ADRIANA! Spokojnie wzięłam oddech i zaczęłam sobie wszystko przypominać. Spotkanie, film a potem już nic. Zerknęłam w bok i ujrzałam chłopaka. Był taki uroczy. Oplatał mnie ręką w pasie. To dlatego było mi tak gorąco. Uśmiechnęłam się lekko i pogłaskałam go po głowie. Usłyszałam ciche mruczenie i poczułam jeszcze większy nacisk w pasie. Miałam ochotę się roześmiać. Dalej go głaskałam, a po kilku minutach zobaczyłam jego zielone oczy.
-H-hej-Wyjąkał podnosząc się do siadu. Na jego policzkach ujrzałam rumieńce.
Tym razem wybuchłam śmiechem. Śmiałam się przez dłuższą chwilę, a Adrien patrzył na mnie wyjątkowo zdziwiony.
-A tobie co? - Spytał gdy w końcu przestałam się śmiać.
-Pomyślałam, że chyba odwróciły się rolę. Zamiast ja się jąkać to ty zaczynasz. No i muszę Ci powiedzieć, że uroczo ci w rumieńcach. - Uśmiechnęłam się.
Adrien tylko na mnie patrzył. Nagle bez ostrzeżenia rzucił się na mnie i zaczął łaskotać. Wybuchnęłam znowu śmiechem. Śmiałam się i śmiałam, aż w końcu zabrakło mi powietrza.
-A-adrien.... Skończ- powiedziałam krztusząc się już ze śmiechu.
-Jak cofniesz to co powiedziałaś o uroczych rumieńcach. - Odpowiedział chłopak nie przerywając.
-Dobra, dobra. Cofam! - Wykrzyknęłam.
Adrien w końcu zaprzestał tortur a ja mogłam już normalnie oddychać.
Nagle poczułam jego ręke na swojej. Mimowolnie się zarumieniłam.
-Wiesz księżniczko? Teraz to ty jesteś urocza-Powiedział.
Zabrałam rękę i się odsunęłam.
-Muszę wracać do domu-Wymamrotałam.
-Najpierw zjesz ze mną śniadanie księżniczko- Powiedział Adrien wstając z łóżka a ja z nim.
-Co ty masz z tą "Księżniczką" ? - Spytałam.
-Dowiesz się w krótce. -Odpowiedział gdy schodziliśmy do jadalni.
Nathalie zrobiła już śniadanie w postaci parówek i chleba. Do tego ustawiła kubki z cacao.
-Gdzie tata? - Spytał Adrien.
-Musiał wyjechać na tydzień. - Odpowiedziała kobieta.
-Cudownie. - Mruknął pod nosem siadając do jedzenia. Ja też to zrobiłam i po chwili jedliśmy w milczeniu popijać cacao.
-Mogę cię podwieźć? - Spytał.
-Nie chce sprawiać kłopotu.
-Ależ to żaden kłopot księżniczko. Wczoraj kupiłem wóz więc teraz będę jeździł sam-Uśmiechnął się. - Proszę...
Nie daj się prosić księżniczko.
-No dobrze-Odwzajemniłam uśmiech.
Poszliśmy do garażu i gdy ujrzałam czerwonego mustanga normalnie przystanęłam.
-Łał... - Powiedziałam tylko gdy chłopak otworzył mi drzwi i wsiadłam. Adrien również wsiadł i ruszył.
- Adrien... Możesz mi coś powiedzieć? - Spytałam.
-Co takiego księżniczko?
-Dlaczego mnie zaprosiłeś? Dlaczego pozwoliłeś zostać i skąd wzięła ci się ta "księżniczka"?
Adrien westchnął rumieniąc się niczym dojrzała truskawka.
-Możesz dać mi czas? Chcę po prostu być pewien. Przepraszam, że nie umiem Ci jeszcze powiedzieć.
-W porządku.
W końcu zatrzymaliśmy się przy moim domu.
-Pa Adrien. Dziękuję za wszystko-Powiedziałam gdy odpięłam pasy i ucałowałam go w policzek. Potem wyszłam. W domu mama gdy tylko mnie zobaczyła, uściskała i ucałowała w policzek. Odpowiedziałam jej wszystko i weszłam do Pokoju. Na parapecie ujrzałam... Czarnego Kota. Co on tu u licha robił?
ADRIEN
Gdy odwiozłem Marinette, schowałem mustanga za przecznicą i zmieniłem się w Czarnego Kota. Odbiłem się na kiju i szybko znalazłem się na parapecie dziewczyny. Akurat wchodziła do Pokoju. Gdy mnie ujrzała jej oczy zrobiły się w dwa spodki.
-Czarny... Kocie? Co tu robisz? - Spytała.
-Chciałem pogadać-odpowiedziałem.
Marinette usiadła na fotelu a ja siadłem wygodniej na parapecie.
-O co chodzi Kocie? - Spytała.
-Wiesz mam pewien problem Marinette. Podoba mi się w moim normalnym życiu pewna dziewczyna. Ostatnio wyszedłem z propozycją randki i zacząłem nazywać ją uroczym przezwiskiem. Jednak gdy mnie zapytała... Nie umiałem jej o tym powiedzieć. - Westchnął.
-Kocie... Myślałam, że ty zawsze masz wielką odwagę. Biedronce nie bałeś się mówić o uczuciach. - Powiedziała a ja się lekko skrzywiłem.
-To inna sprawa Marinette.
-Cóż niestety trudno jest mi być doradcą sercowym- Powiedziała.
-A czemuż to? - Spytałem.
-Widzisz.... Mnie od dwóch lat podoba się pewny chłopak. Chodzę z nim do szkoły, ale dla niego jestem tylko przyjaciółką. Próbowałam nie raz wyznać mu co czuję. Jednak nigdy mi się to nie udało. Ani w jego urodziny gdzie zrobiłam dla niego szalik, który potem jego ojciec przejął i powiedział, że jest od niego, ani w walentynki gdzie napisałam wiersz miłosny ale głupia się nie podpisałam. - Zaśmiała się dziewczyna.
Zamarłem. Mój Boże...
-Dlaczego mu o tym szaliku nie powiedziałaś?
-Ponieważ był taki szczęśliwy gdy myślał, że to od jego ojca. Nie chciałam psuć mu szczęścia.
Po kilku jeszcze minutach wróciłem do domu. Nie mogłem uwierzyć. Marinette kocha się we mnie od dwóch lat? Ulubiony szalik tak naprawdę jest od niej a nie od ojca? Z przed roku walentynka napisana została przez nią?
Westchnąłem od natłoku myśli.
-Dawaj Sera! - Usłyszałem zaraz po przemianie zgłodniały głos Plagg.
-Pod łóżkiem. - Mruknąłem kładąc się na tym najlepszym czworonożnym przyjacielu. Na poduszce wciąż czułem fiołki i zapach ciasteczek. Marinette. To jej zapach.
To koniec rozdziału drugiego. Zachęcam do komentowania.
* Rosita

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz