HEJKA KOCHANI,
Oto czwarty rozdział Miraculum: Historia miłością pisana. Fanfik dostępny również na Wattpadzie, na który też zapraszam na profil rozi126_warszewska.
ROZDZIAŁ 5
MARINETTE
Siedziałam w kuchni i przeglądałem gazetę. Nagle wypadła mi z rąk. Na nagłówku był napis:
"Katastrofa na lotnisku
O godzinie 4 rano wybuchła bomba.
Siła jej rażenia zabiła wszystkich na lotnisku. Nikt nie wie kto podłożył bombę ani co było celem. Dziś burmistrz Burgeois wyda całą listę poległych. Na czas ogarnięcia wszystkiego po bombie lotnisko zostaje zamknięte.
Mój Boże. Przecież mama i tata korzystali z tego lotniska. Mimowolnie zaczęłam płakać. Mama i tata... Nie błagam... Niech to nie będzie prawda...
-Marinette co się stało? - Usłyszałam głos Tikki.
-och , Tikki.... Na lotnisku o 4 rano wybuchła bomba. Wszyscy zginęli-Wybuchłam ogromnym szlochem.
Tikki normalnie zamarła
-Marinette.... To straszne...
-Wiem.... Właśnie chyba zostałam sierotą. Do tego w wieku 17 lat. Został mi tylko rok do pełnoletności. Nigdy ich już nie zobaczę... To nie powinno się wydarzyć! Co ja teraz zrobię?!
Tikki przytulił się do mojego policzka i obie płakałyśmy. Zadzwoniłam do Alyi.
-Hej Alya-Powiedziałam wciąż szlochając.
-Mari... Co się stało? - Usłyszałam zatroskany głos przyjaciółki.
-Alya na lotnisku o 4 rano wybuchła bomba. W tedy byli moi rodzice a w gazecie napisali, że nikt nie przeżył.
-O mój boże... Mari... Tak mi przykro.
-Nie będzie mnie dziś w szkole. Zostaje w domu.
-Rozumiem cię. Przyjdziemy z Nino i Adrienem do ciebie po lekcjach. Wesprzemy cię a potem odrobisz lekcje.
-Dzięki Al.
Rozłączyłam się i poszłam do sypialni rodziców padające na łóżko i płakałam jak bóbr. Dlaczego!? To niesprawiedliwe. Rodzice byli wspaniałymi ludźmi a teraz nie żyją! Do tego nie wiem co robić. Stać mnie tylko na płacz.
Tikki położyła się obok mnie i przytuliła do policzka.
-Och, Marinette... - Powiedziała szeptem.
-Tikki... Jestem sama. Tata i mama nie żyją. Kompletnie nie spodziewałam się takiego końca....
-Wiem Marinette... Wypłacz się. Potem przyjdą przyjaciele a wieczornych wiadomościach poznasz prawdę.
-Boję się. Do tego czuje się jakby ktoś pozbawił mnie tlenu.
-To nic dziwnego. Dla nikogo nie jest to łatwe.
W końcu przestałam płakać i postanowiłam posprzątać. Chciałam zagłuszyć ból. Gdy posprzątałam poszłam do piekarni i zajęłam się gotowaniem i robieniem wypieków. Interes musiał się kręcić. A ja musiałam się pozbierać.
Adrien
Kiedy usłyszałem o rodzicach Mari... Nie mogłem w to uwierzyć. Przecież to byli wspaniali i serdecznie ludzie! Byli dla mnie tacy życzliwi. Boże jak musiała czuć się Marinette?!
Postanowiliśmy z Alyą i Nino że od razu po szkole pojedziemy moim Mustangiem prosto do naszej przyjaciółki. Ruszyliśmy do Marinette. Jednak po drodze wyczulismy zapach croissantów i innych wyrobów.
-Co ona robi w piekarni?! Powinna być w domu! - Wykrzyknęła Alya wychodząc z auta. Ja i Nino również poszliśmy. W piekarni zza ladą siedziała nasza przyjaciółka.. A raczej ktoś do niej podobny bo zwykle uśmiechnięta osoba teraz była blada, jej włosy związane były w byle jaki kitek a oczy były zapuchnięte.
-Mari... - Powiedziała Alya załamanym głosem podchodząc do dziewczyny.
-Alya-Powiedziała i się w nią wtuliła.
Podszedłem do nich i też je przytuliłem a wraz ze mną Nino.
-Powinnaś przenieść się do mnie. - Zaproponowałem.
-Adrien... Nie chcę sprawiać kłopotów.
-Nie sprawisz. Księżniczko... Musisz nabrać sił. Musisz na razie zostawić piekarnie. Wiem, że to trudne, ale wykończysz się tu sama. - Powiedziałem gdy puściłem dziewczyny, a one też oderwały się od siebie.
-Dobrze....- Powiedziała zrezygnowana.
Kilka godzin później pakowaliśmy rzeczy Marinette i wkładaliśmy do auta. Od razu zadzwoniłem do ojca, że Marinette zamieszka z nami. Miałem gdzieś szczerze co powie, ale sam wyszedł z inicjatywą i kazał przygotować jej pokój.
Gdy tylko rozpakowaliśmy ją, Alya i Nino musieli wracać. Usiadłem koło Mari na łóżku.
-Księżniczko... Będę zawsze obok. Wiem, że jest Ci ciężko. Nie zostawię cię samej-Przytuliłem ją i ucałowałem w czubek głowy.
-Adrien... Zostań dziś ze mną. - Poprosiła.
-Oczywiście. Tylko pójdę po coś do przebrania dobrze?
Marinette pokiwała głową, a ja szybko w swoim pokoju przebrałem się w piżamę. Gdy wróciłem, Marinette też była już przebrana i leżała pod kołdrą. Położyłem się obok.
-Marinette... Będzie dobrze. Jestem tu. - Przytuliłem do siebie płaczącą dziewczynę.
Gdy w końcu usnęła sam udałem się do krainy Morfeusza, tuląc ją do siebie mocno.
*Sorki, ale miałam dziś depresyjne nastrój więc rozdział wyszedł taki. Dzięki temu jednak Mari i Adi zbliżą się bardzo do siebie.
To koniec rozdziału czwartego. Zachęcam do komentowania.
* Rosita





